Cicho – sza … nie powiem nikomu

Do napisania tego postu zmotywował mnie m.in. jeden z moich ulubionych seriali „Na dobre i na złe”, który obejrzałam w zeszłą środę. Tak, ja wiem, że to być może tylko film, ale w każdej opowieści jest ziarenko prawdy. W zasadzie kilkukrotnie słyszałam o tym w telewizji, a że kompletnie się z tym nie zgadzam, więc postanowiłam wyrazić swoją opinię.  Zastanawiacie się zapewne o co mi chodzi?

Szymon od jakiegoś czasu nie czuł się dobrze,  często bolała go głowa i był bardzo zmęczony, swój stan tłumaczył przepracowaniem i stresem związanym z poważnym stanowiskiem jakie piastował, wszak był dyrektorem banku. Jak większość, bagatelizował te objawy, aż do momentu, gdy na chwilę stracił przytomność w swoim biurze. Na szczęście nikt tego nie widział. Szymon przestraszył się nie na żarty i nic nie mówiąc żonie postanowił się przebadać. Następnego dnia umówił się na wizytę. Lekarz skierował go na badania. Po tygodniu było wiadomo co mu jest, diagnoza Glejak mózgu spadła na niego jak bomba. Załamał się. Nikomu nie przyznał się do tego, że jest chory. Nie chciał litości, nie chciał martwić żony. W jego głowie kłębiło się wiele myśli, by uciec gdzieś daleko stąd przed tym wszystkim, zostawić żonę i dzieci, by nie patrzyły jak cierpi, jak umiera. Bardzo się bał tego wszystkiego co go czeka, myślał nawet o tym, by popełnić samobójstwo. Odmówił leczenia, bo nie chciał przechodzić przez ten cały koszmar związany z chemią. Nie chciał operacji, bo ryzyko powikłań było dość duże. Nie chciał sobie robić złudnych nadziei. 
Żona zajęta pracą i dzieciakami nie zauważyła zmiany w zachowaniu męża. Ani przez moment nie przypuszczała z jak poważnym problemem się zmaga, co go dręczy. Szymon był z tym wszystkim sam, a dlaczego? Bo tak chciał, bo podjął decyzję za żonę, bo myślał, że kłamiąc ochroni ją i dzieci przed nieszczęściem, które miało nadejść.

choroba blog

Ta krótka, wymyślona przeze mnie historia przedstawia dość często pojawiający się w społeczeństwie problem, gdy człowiek dowiaduje się, że jest poważnie chory i postanawia walczyć z tym sam, pomimo, że ma wokół kochającą rodzinę i przyjaciół.
Uważam, że jest to jak najbardziej zła decyzja. Odważyłabym się nawet nazwać to egoizmem. Przecież i tak wcześniej, czy później stan zdrowia bardzo się pogorszy i wszystko wyjdzie na jaw, a wtedy ze strony otoczenia pojawi się złość, żal i obwinianie siebie na wzajem, co takiego zrobiłam/łem, że dowiaduję się o tym dopiero teraz?
Każdy ma prawo wiedzieć o chorobie swojej bliskiej osoby, by móc podjąć decyzję co chce z tą świadomością zrobić, by mieć czas przygotować się na pożegnanie, by oswoić się z myślą utraty ukochanej osoby. Tak, ja wiem, że z tym nie da się pogodzić, do tego nie można się przyzwyczaić, ale co innego jest dowiedzieć się zaraz na początku tej smutnej drogi, by mieć szansę na przeprowadzenie przez nią chorego, niż dowiedzieć się w momencie, gdy bliska naszemu sercu osoba właśnie umiera.

Nie rozumiem tego, bo sama jestem chora i nie wyobrażam sobie by nie było nikogo przy mnie. Zawsze, gdy cierpię, gdy mój stan się pogarsza, moi bliscy są ze mną. To daje mi siłę do walki, to uświadamia mi, że jestem kochana, bezpieczna.
Jak myślicie, czy dla córki jest ważne, że jej mama jest łysa, ma podkrążone oczy i wymiotuje bądź dla pewnej kobiety, że jej syn leży częściowo sparaliżowany i podczas karmienia pluje jedzeniem lub załatwia się w pampersa? Nie, nikt na to nie zwraca uwagi, liczy się tylko tu i teraz, by być jak najdłużej z tą ukochaną osobą i jej cierpieniem, nacieszyć się jej obecnością, bo nie wiadomo ile mu/jej jeszcze zostało.
Zgodzę się z tym, że to jest bardzo bolesne, często konkretna sytuacja sprawia, iż jesteśmy bezsilni i bezradni, bo nie możemy pomóc, bo nie wiemy co zrobić by ulżyć cierpiącej osobie, ale to jest nasza wola i decyzja, nikt nie ma prawa nam jej odbierać.

Chciałam wspomnieć też, że jest niestety pewna grupa ludzi, którzy na wieść o chorobie bliskiego biorą nogi za pas i tyle ich widzieli. Rodzice zostawiają swoje chore dzieci w szpitalu lub oddają do hospicjum, mąż zostawia żonę, bo okazuje się, że będzie ona musiała mieć amputowaną pierś bądź w wyniku wypadku wymaga stałej opieki.
Nie potrafię wytłumaczyć takiego zachowania. jak bardzo trzeba nie mieć serca i być pozbawionym wszelkich uczuć ludzkich, by w tak trudnej sytuacji zostawić ukochaną osobę. Myślę, że jest to taki sprawdzian, na ile się kocha i na ile zależy nam na tej drugiej osobie.
Tak i też w życiu bywa, jednak myślę, iż są to skrajne przypadki.
Mam nadzieję, że większość z nas w najgorszym momencie naszego życia będzie miała kogoś bliskiego przy sobie, a w chorobie pomocna dłoń poda nam przysłowiową szklankę wody, czego życzę sobie i wszystkim bez wyjątku 🙂

 

Reklamy

32 uwagi do wpisu “Cicho – sza … nie powiem nikomu

  1. Bardzo ważne rzeczy piszesz, tym bardziej, że nowotwory atakują coraz częściej i sami nie wiemy, kiedy nas lub kogoś z bliskich to spotka.
    Myślę, że w opisanym przypadku zabrakło psychologa lub takiej rozmowy z lekarzem, która pozwoliłaby pacjentowi wyjść z szoku. Nie na darmo lekarze szkolą się w tej kwestii.
    Sama nie wiem jak bym postąpiła, myślę, że żal by mi było każdej chwili z bliskimi… każdy ma inną psychikę. To tak jak w przypadku żałoby, jeden ucieka w Bieszczady, inny rzuca się w wir pracy .
    Czasami co innego deklarujemy, a inaczej czynimy w obliczu faktów…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Masz rację Asiu, nikt tak naprawdę nie wie co by zrobił gdyby znalazł się na miejscu osoby chorej, bądź jej bliskiej, będąc wtedy w żalu, w smutku, czy choćby pod wpływem impulsu. Jednak jak znam siebie, to koniecznie chciałabym wiedzieć, że coś grozi komuś z moich bliskich, bym mogła się zaopiekować, pomóc w trudnych chwilach, a przede wszystkim nie stracić ani sekundy z uchodzącego życia 😦

      Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

  2. Witaj,
    podjęłaś najtrudniejszy temat.
    Bo to jest najtrudniejsza decyzja powiedzieć lub nie powiedzieć.
    Owszem bliscy mają prawo wiedzieć, pytanie tylko czy nie zaczną się zadręczać? Wiedząc, ze mają swoje problemy i tu będą chcieli pomóc, ale nie będą w stanie. Czasem może ta świadomość być dodatkowym obciążeniem. Na szczęście nie musi.
    Masz rację, że jeśli się kogoś kocha. To miłość sprawi, że i tak ta osoba zostanie poinformowana przez osobę chorą. Prawdziwa miłość nie umiera i przechodzi też na drugą stronę:)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Witaj Bartoszu 🙂
      Rozumiem, że ktoś może chcieć jak najdłużej ukryć chorobę przed bliskimi, bo z troski o to, o czym wspominasz, by oszczędzić nerwów i zadręczania się oraz przykrości jakie towarzyszą podczas patrzenia na cierpienie chorego, ale pomimo wszystko dobrze jest mieć kogoś przy sobie zwłaszcza w tych ciężkich chwilach, bo wtedy jakoś tak lżej i przyjemniej się czuje na duszy. Uważam, że nikt nie powinien być sam, w momencie gdy przechodzi na drugą stronę, dłoń, która ściska ze wzruszeniem i miłością może być ukojeniem bólu i cierpienia.

      P.S. Dziękuję za 1 zł, ale Lakusia już niestety nie ma wśród nas ;(

      Polubienie

      1. Przepraszam nie chciałem zasmucić.

        Ja się zgadzam, że nikt nie powinien być sam, w momencie przechodzenia na drugą stronę. Od najbliższych osób wiem, że chcieliby w razie „w” wiedzieć. Że właśnie dla nich bliskość oznacza, że nie ukrywa się takich faktów.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Nie przepraszaj, dziękuję że podzieliłeś się swoim zdaniem 🙂
        Po to m.in. piszę, by poznać Wasze relacje w poruszonych przeze mnie problemach.
        Jest mi miło, że zaglądasz i komentujesz 🙂

        To bardzo dobrze, że rozmawiasz z bliskimi o takich sprawach, nawet gdy są one przykre, trzeba poznać relacje obu stron. Jednak trzeba wziąć też pod uwagę to, że pomimo wyrażenia swojej deklaracji, pod wpływem smutku, nerwów i impulsu może ona ulec zmianie. Takie przeciwne do zamierzonych zachowania też niestety mają miejsce i trzeba mieć to na uwadze.
        Jednak pomimo wszystko myślę, że gdy się tak naprawdę kocha, człowiek jest w stanie poświęcić dla drugiej osoby bardzo wiele, a tym bardziej nie pozwoli na to, by bliska osoba cierpiała lub odchodziła w samotności.
        Tak też jest z chorym, bo jak to mądrze napisała Iwona „najgorsza prawda jest lepsza od najpiękniejszego kłamstwa”.
        Tacy bliscy dowiadując się w ostatniej chwili o tym, że ich ukochana osoba umiera czują najczęściej złość i poczucie winy, czują się odtrąceni w momencie, gdy chcą być potrzebni, gdy chcą pomóc i sądzę, że to właśnie jest gorsze od prawdy.

        Pozdrawiam

        Polubienie

    1. Anno każdy ma prawo wyrazić swoją opinię i ja ją szanuję, ale wybacz mi, że nie do końca się z nią zgodzę. Pomyśl tylko jak Ty byś się czuła, gdyby ktoś z Twoich najbliższych ukrywał przed Tobą swoją chorobę i nie chciał Twojej obecności przy sobie w tej ciężkiej chwili?

      Polubienie

  3. To nie jest takie proste.
    Z jednej strony nie chcielibyśmy martwić naszych bliskich, z drugiej trzeba brać pod uwagę,że chcieliby wiedzieć co się z nami dzieje, że taki nagły, niespodziewany cios jest dużo cięższy do zniesienia.
    Oczywiście zawsze w ciężkich chwilach potrzebujemy wsparcia. Wtedy rodzina, najbliżsi powinni otoczyć nas opieką. Bywa, niestety różnie 😦
    Pozdrawiam Cię Gabuniu serdecznie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak Parrafrazo, cierpienie naszych bliskich czuwających przy naszym cierpieniu, bólu lub chorobie jest bardzo przykre i najchętniej byśmy im tego oszczędzili, gdyby to było takie proste, ale niestety taka jest kolej rzeczy, jedni umierają inni się rodzą, a nam ciągle trudno się z tym pogodzić.

      Ściskam ciepło 🙂

      Polubienie

  4. Nie jest to takie proste, jak nam się wydaje. Człowiek jest bardzo skomplikowany, nawet nie jest w stanie swojego zachowania przewidzieć….. . Nie byłabym też taka ostra dla tych, którzy opuszczają bliskie osoby, lub oddają do hospicjum. Jestem przekonana, że w wielu przypadkach jest tak, że nie to, że oni nie chcą, oni po prostu nie mogą…….. Pozdrawiam Gabuniu. 🙂 .

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak zgodzę się z Tobą Tereso, może mój wpis zabrzmiał zbyt jednoznacznie, bo w pełni rozumiem świadome i wytłumaczalne oddanie kogoś do hospicjum, szpitala, czy domu spokojnej starości. Faktycznie wiele osób z jakichś względów ma taką, a nie inną sytuację w życiu, która zmusza go do podjęcia tej trudnej decyzji. Jednak inaczej się już sprawy mają, gdy w grę wchodzi porzucenie, ot pozbycie się niepotrzebnego balastu, bo to niestety często się zdarza.

      Pozdrawiam Tereniu serdecznie 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  5. No cóż, realia są takie, że pod ministerstwem, gdy protestują opiekunowie niepełnosprawnych dzieci, protestują kobiety … większość mężów po pewnym czasie odchodzi, więc to nie są przypadki skrajne, bo jak napisałam jest to większość.

    Natomiast ogólnie, uważam, że każdy ma prawo do swojego życia – cokolwiek to oznacza. Rozumiem i tych, którzy o chorobie informują jak i tych, którzy nie informują. Oczywiście zapewne ja chciałabym o chorobie bliskiej osoby wiedzieć. Wiem jednak, że nie jest ona mną i ma swój sposób na radzenie sobie ze stresem. Jednocześnie opieka rodziny nad chorym, która jest tak modna w naszym kraju, jest dla mnie absolutnym przejawem patologii. Opiekować się, w sensie pomagać w jedzeniu, przynosić basen, przewijać osobę dorosłą powinna tylko i wyłącznie osoba zatrudniona, obca. To daje osobie chorej wolność. Trzeba pamiętać, że opieka/pomocowość to słoneczna strona kontroli. Rodzina, która się opiekuje dorosłym człowiekiem, w gruncie rzeczy kontroluje każdy aspekt jego życia, zabiera mu wolność. A do wolności każdy ma prawo – nawet jeśli sam może ruszyć tylko swoim małym paluszkiem, nadal nie jest naszą własnością.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak i ja jako osoba niepełnosprawna jestem wdzięczna losowi za to, że mój ojciec nie zostawił mamy, gdy się okazało, że jestem poważnie chora.

      Też uważam, że każdy ma prawo do swojego życia, ale oczywiście nie przekraczając granic rozsądku i zasad moralnych oraz społecznych.
      Często rodzina pomaga choremu, bo tak chce, a nie dlatego, że jest to modne, nie nazwałabym tak tego. Powiedziałabym, że raczej w modzie jest zatrudnianie osobistej pielęgniarki, ulokowanie w prywatnych klinikach, czy innym ośrodku medycznym.
      Jako, że mój stan czasem się chwilowo pogarsza i wymagam intensywnej opieki, to osobiście wolę, gdy jest przy mnie mama lub mąż, a nie ktoś obcy, mój komfort psychiczny jest wtedy lepszy i nie czuję się skrępowana.
      Jak leżałam w szpitalu na oddziale lub na Intensywnej terapii, to bardzo chciałam mieć przy sobie kogoś bliskiego, wtedy jestem spokojna i czuję się bezpiecznie.

      Polubienie

      1. Powiedziałabym, że na poziomie deklaracji jest dobrze widziane, gdy ludzie twierdzą, że opiekowaliby się osobą potrzebującą pomocy. Więc nie zgodzę się, że teraz jest modne zatrudnianie pielęgniarki. Jest to po prostu bardzo mądre, ale do tego trzeba mieć pieniądze.

        Wg mnie opieka bliskich jest zdrowa tylko w przypadkach przejściowych. Nie wyobrażam sobie ciągłej opieki rodziców czy partnera – to byłoby wkraczanie w moją sferę intymności zbyt głęboko. Wkraczanie w sensie kontroli. Osoba, której płacimy, po prostu pracuje. Moje poglądy wynikają z tego, że zakładam, że będąc niepełnosprawną nie stałabym się automatycznie osobą aseksualną czy pozbawioną chęci podejmowania zachowań ryzykownych. W tym przypadku opieka moich bliskich zamieniałaby się w doradztwo z przewagą wymuszania mojego posłuszeństwa. A tego bym sobie nie życzyła. Znam kilka dorosłych osób, które mają kłopoty z poruszaniem się i opieka nad nimi spadła na ich rodziców (głównie matki). Mają podobne cechy psychiczne spowodowane nadmierną kontrolą rodzica, łącznie z lękami, że sobie nie poradzą. Tak nie powinno być. Każdy, absolutnie każdy, w swoim życiu zasługuje na wolność i swobodę rozwoju, bez względu na to jaki stan zdrowia dał im ślepy przypadek. Dlatego bardzo mi się podoba system opieki w krajach skandynawskich.
        Pozdrawiam, dobrej soboty :-).

        Polubione przez 1 osoba

      2. Bardzo Ci dziękuję za podzielenie się Twoją obszerną opinią.
        Masz rację swiechno co do osoby chorującej przewlekle czasem nawet od dziecka, wymagającej stałej bądź intensywnej opieki, to faktycznie jest trudne i uciążliwe. Komfort osobisty i psychiczny jest wtedy zaburzony. Osobie bliskiej jest potrzebny odpoczynek by mogła w miarę normalnie funkcjonować, a i chora osoba nie może się czuć skrępowana i ograniczona tak jak piszesz.
        Jednak w swoim poście miałam bardziej na myśli osoby, które nagle poważnie zachorowały, a ich stan może być chwilowy lub w najgorszym wypadku śmiertelny.
        Nie brałam tu pod uwagę raczej osób niepełnosprawnych, przewlekle chorych, wymagających intensywnej opieki przez długie lata.

        Pozdrawiam i miłego weekendu życzę 🙂

        Polubienie

  6. Każda istota jest inna. Tak trudno podjąć decyzje w obliczu choroby. Tak trudno oceniać, bo tu chodzi o ludzkie życie. Jeden będzie się leczył, a drugi rezygnuje i każdy ma prawo do swojej postawy. To są okropne tematy w obliczu tych danych nam na tej Ziemi lat. Jesteśmy pyłkiem we wszechświecie i obarcza się nas tak tu na ziemi tak strasznymi doznaniami i przeżyciami!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Masz rację Sagulo nie można nikogo oceniać i ja wcale nie chcę tego robić. Musi być bardzo ciężko zarówno i temu kto dowie się, że poważnie zachorował, jak i bliskim, którzy są przy tej osobie.
      Myślę, że to co spotyka każdego z nas jest przypisane od pokoleń, a to jak my spożytkujemy naszą wiedzę i dalsze postępowanie, to już zależy od nas samych. Bynajmniej nikt nas niczym nie obarcza, jesteśmy istotami rozumnymi mającymi wolną wolę i wybory wszelkich życiowych spraw należą do nas samych.

      Polubienie

  7. Nie oglądałam wspomnianego przez Ciebie odcinka „Na dobre i na złe” ale problem nowotworu mózgu pojawił się także w „Na Wspólnej”. Nie trzeba jednak sięgać do seriali. Wystarczy wejść na stronę http://wszystko-smaczne.pl/ by się przekonać jak rodzina, a za jej apelem internauci wspierają osobę chorą. Osobiście wyznaję zasadę „najgorsza prawda jest lepsza od najpiękniejszego kłamstwa”, bo w przeciwnym razie czujemy się oszukani, gdy rzeczywistość i tak nas dopadnie. Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bardzo Ci dziękuję Iwono za mądry i realistyczny komentarz. O to mi m.in. chodziło, by mówić prawdę, a co inni z tym zrobią, to już ich wybór. Najważniejsze by być w porządku z innymi i samym sobą.

      „Na wspólnej” już dawno nie oglądałam, ale faktycznie kontem oka widziałam, że jeden z bohaterów jest chory. Tu nie chodzi o seriale, chociaż twierdzę, że są one reżyserowane często na podstawie prawdziwych historii z życia, lecz o sam fakt, że spotykają nas chwile, w których bywamy przerażeni i bezsilni w tym bezradnym cierpieniu i nie powinniśmy iść przez to sami, bo jakiż sens ma wtedy miłość, gdy ją świadomie odrzucamy.

      Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Polubienie

  8. Cóż, muszę przyznać, iż moja mama ukrywała swoją chorobę przede mną. Dopiero po jej śmierci tatuś wyjawił prawdę. Oczywiście mam żal, bo mogłam pomóc… przynajmniej ulżyć w cierpieniu załatwiając chociażby morfinę. Myślę, że z powodu tego, iż jestem jedynaczką, rodzice nie chcieli mnie obarczać problemami zdrowotnymi. Tatuś nadal ukrywa swoje dolegliwości a ja nie mogę nic zrobić na siłę 😦

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bardzo mi przykro Cons, to musi być dla Ciebie trudna sytuacja. Tak czasem jest, że bliscy chcą nas chronić ukrywając prawdę, nie wiem czy jest to dobre, ale ja pomimo wszystko nadal uważam, że każdy ma prawo wiedzieć, bo potem jest właśnie żal, złość i poczucie winy, że jest się w jakimś stopniu odtrąconym od czegoś bardzo ważnego w życiu jak choroba, czy śmierć ukochanej osoby. Próbowałaś rozmawiać z tatą? Może taka szczera rozmowa, by zmieniła jego nastawienie do choroby i do Ciebie. Przepraszam, że może się wtrącam, ale chciałabym Ci jakoś pomóc, powiedz tacie, że czujesz, że domyślasz się iż choruje na coś i że go kochasz i chcesz przy nim być, chcesz mu pomóc, by Cię nie odtrącał, bo to jest dla Ciebie bardzo bolesne. Spróbuj, a nóż się uda, potem będziesz sobie wyrzucać, że tego nie zrobiłaś.

      Powodzenia Cons i ściskam Cię ciepło 🙂

      Polubienie

    1. Bardzo mi przykro A. 😦 Śmierć bliskich jest bardzo bolesna, zwłaszcza, gdy jest nagła, niespodziewana. Ciężko nam się z nią pogodzić. Pomyśl jednak, że Twój tata jest już spokojny, nie cierpi. Pamiętaj jednak, że dopóki nie pogodzisz się z jego śmiercią i będziesz go ciągle przyzywać, jego dusza nie będzie mogła odejść w spokoju.

      Trzymaj się dzielnie, jestem z Tobą 🙂

      Polubienie

  9. Moja mama zmarła w 1983 r. Wtedy jeszcze nie potrafiono diagnozować Alzheimera, i nie potrafiono leczyć. Wcześniej musiałem sprzedać dom, zrezygnowałem z pracy … W sumie uważam, że to jest za trudny temat, aby o nim pisać.
    To o czym piszesz to jest chyba najtrudniejszy sprawdzian w życiu, i nie wszyscy potrafią go zdać. Tu nie ma dobrych odpowiedzi, i nie ma dobrych rad …

    Polubione przez 1 osoba

    1. Rozumiem, że jest Ci trudno o tym pisać, bo to faktycznie jest ciężki i przykry temat. Niestety pomimo wszystko często trzeba się z nim zmierzyć. Teraz medycyna poszła do przodu i zarówno diagnoza jak i leczenie ma większe pole popisu i tym samym odnosi większe sukcesy. Często ktoś się poddaje, nie chce walczyć, nie będąc do końca świadomym jak wiele może stracić. Jednak, nadzieja umiera ostatnia, a przy boku bliskich jest prościej i lżej, jest motywacja i moc.

      Polubienie

      1. Ci co opiekowali się niemowlęciem pamiętają zapewne te nieprzespane noce i dnie, kiedy co 2-4 godziny trzeba było zaglądać do małego. Ale wtedy jest nadzieja, że z każdym miesiącem będzie lżej. Alzheimer odwraca wszystko do góry nogami … nigdy już nie będzie lepiej, a z każdym tygodniem/miesiącem będzie o wiele gorzej. Byłem do końca … prawie sam.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Nie wiem co napisać, to przykre, niesprawiedliwe, że musiałeś się z tym borykać sam. Wiem, że jest to ciężka choroba, to tak jakby człowiek zaczynał się cofać w rozwoju do okresu wspomnianego przez Ciebie niemowlęctwa. Babcia mojego męża to miała, było ciężko, ale była w tym wszystkim cała rodzina, więc to zupełnie zmienia postać rzeczy.

        Polubienie

  10. Scenariusze filmów piszą ludzie i na ogół wiedzą co może ludzi zainteresować, wzruszać, denerwować. Często pomysły pochodzą z życia i to na tyle uwiarygadnia fabułę, że jesteśmy skłonni uwierzyć w fikcję.
    Życie zaskakuje bardziej niż najlepiej napisany scenariusz w dobrze zagranym filmie.
    Byłoby dobrze gdyby nagłą chorobę, czy zaskakującą diagnozę przeżywać razem z bliskimi, bo mogą wiele pomóc w zakresie organizacyjnym, transportowym, a również pielęgnacyjnym i opiekuńczym. Choroba może scementować rodzinę, a może ją rozwalić.
    Wiem jak przeżywałem swoją chorobę i będącą jej efektem operację. Opisałem ja na blogu. Wielką rolę odegrała wtedy moja żona, która była przy mnie i niemal we wszystkim mnie wyręczała. Nie wyobrażam sobie aby dało się ukryć przed żoną, czy ona przede mną chorobę wymagającą interwencji lekarzy. Mamy zatem niepisaną umowę wspierania się w takich momentach. Gorzej będzie gdy któreś pozostanie samo, ale staram się nie wybiegać zbyt daleko w przyszłość.
    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bardzo Ci dziękuję Tatulu za Twój obiektywny komentarz.
      Widzę, że mamy podobne zdanie w tym jakże trudnym temacie. Post ten napisałam w oparciu na sobie, jako, że dopadają mnie czasem różne dość poważne dolegliwości i pogorszenia, więc mój mąż i moja mama są zawsze przy mnie, martwią się, denerwują, to zrozumiałe i naturalne ludzkie odczucia, ale nigdy nie poczułam z ich strony żadnych wyrzutów, czy niechęci, ani tym bardziej, że robią coś koło mnie z czystego obowiązku, wręcz przeciwnie, otaczali mnie zawsze swoją opieką i pomocą, dzięki temu czułam ich miłość, i że jestem dla nich ważna w życiu, to dawało mi kopa i poczucie błogiego bezpieczeństwa. Nie wiem co by było, gdybym została sama, nie wyobrażam sobie tego i nie dopuszczam tych myśli do siebie.
      Dlatego pozostaje mi modlić się i prosić Pana Boga, by byli oni przy mnie jak najdłużej 🙂

      Pozdrawiam

      Polubione przez 1 osoba

      1. Witaj Gabuniu.To jeden z najpiękniejszych i najprawdziwszych blogów ,które czytałam.
        Serialu nie oglądam już od dawna ,ale sama leczę się onkologicznie.
        Moi bliscy przeżywają tę udrękę razem ze mną.
        Kiedy czytałam o krakowskich SOR-ach to tak ,sama prawda .Mieszkam w Krakowie więc trochę wiem na ten temat.
        Natchnij mnie swoją siłą.
        Z całego serca pozdrawiam.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Witaj Krajanko 😉
        Bardzo Ci dziękuję livio za odwiedziny. Jest mi niezmiernie miło czytać Twoje pochlebne słowa, to dla mnie bardzo ważne, daje mi siłę i inspirację do pisania 🙂 jest mi bardzo przykro z powodu Twojej choroby, to smutne, że takie dziadostwa dopadają ludzi. Trzymaj się moja Droga, przesyłam Ci całą swoją dobrą energię, pomodlę się za Ciebie 🙂
        Niech Bóg będzie z Tobą i Twoimi bliskimi. Oczywiście zapraszam częściej 😉
        Pisz co tam u Ciebie, możesz też na maila, adres jest w kontakcie, będzie mi miło 🙂

        Ściskam Cię ciepło

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s